Znajdź niszę i wypromuj swoją stronę w 31 dni

Znajdź niszę i wypromuj swoją stronę w 31 dni

Moją strategię tworzenia stron nazwałem „dodaj dobre teksty, linkuj wszystkim co masz i mierz, mierz, mierz”. Jak sprawdza w praktyce?

Tekst: , foto: Oveth Martinez

Uwaga! Poniższy wpis nie jest poradnikiem na magiczne zarabianie miliona w weekend. Zobaczysz tu historię powstawania jednej z najlepszych stron zarabiających na AdSense, jakie do tej pory udało mi się zrobić.

Wstęp

Od jakiegoś czasu prowadzę strony zarabiające na reklamach. Działam w branży finansowej, ale niedługo planuję rozszerzyć tematykę w kierunku biznesowym i szukam dokładniejszej niszy w którą powinienem uderzać. Testuję 5 branż, a tu przedstawiam wyniki jednego z testów.

Dzień 1 – wybierz frazy

Udaje mi się znaleźć 3 pokrewne tematy (słowa kluczowe), które mają zaskakująco dużo wyszukiwań i nie wyglądają na trudne do pozycjonowania. Większość wyników to artykuły na stronach branżowych należących do dużych wydawnictw. W TOP3 na frazę z największą liczbą wyszukiwań pojawia się nawet czyjeś zaplecze pozycjonujące!

miesięczna liczba wyszukiwań fraz

Rejestruję domenę pod nową stronę. Domena z pierwszym słowem kluczowym w adresie jest już zajęta, więc rejestruję domenę z drugim słowem kluczowym. Zresztą obecnie i tak nie ma to aż tak dużego znaczenia. Rejestruję domenę.

Czas pracy: 2h
Koszt: 20,95 złotego (rejestracja + ukrycie danych).

Dzień 2 – napisz dobre teksty

Zanim wejdę w tę branżę, postanawiam przetestować znalezione frazy (i kilkadziesiąt pobocznych). 400 kilometrowa podróż pociągiem idealnie nadaje się do napisania tekstów na stronę. Na początek idzie 6 artykułów zawierających kilkadziesiąt słów kluczowych na które potencjalnie mogą być wejścia.

Czas pracy: 5h
Koszt: zero (zwykle piszę pierwsze artykuły sam, żeby zorientować się w temacie i w czasie nauki poznać słowa jakie stosuje konkurencja)

Dzień 3 – uruchom stronę

DNS-y się już zaktualizowały, domena działa. Stawiam i konfiguruję stronę, dodaję artykuły, wstawiam zdjęcia i włączam reklamy – moje ulubione AdSense, w którym nie muszę się martwić z szukaniem najlepszych reklamodawców na daną stronę – nieoceniony dział handlowy Google robi to za mnie (dzięki!).

Czas pracy: 1h
Koszt: mam już serwery (50 złotych rocznie na 10 stron), licencje na zdjęcia (4 złote x 6 zdjęć, do wykorzystania na kilku stronach) i szablon strony (mam własny, ale może być darmowy), więc zero.

Dzień 5 – zacznij pozycjonowanie

Strona jest. Teksty są. Reklamy są. Pora zadbać o promocję. Tu znowu z pomocą przychodzi Google, które jest źródłem bardzo wartościowego ruchu – właśnie z pozycjonowania strony zdobywam większość ruchu. Jak zdobywam linki?

Na pierwszy rzut idą źródła setek darmowych linków, czyli wyszukiwarki inne niż Google, strony prezentujące statystki domen i inne dziwne rzeczy typu Aboutus z których w życiu nie skorzystasz. To nieważne – Google uważa, że skoro inne wyszukiwarki mają moją stronę w indeksie, to ono też musi.

W czasie w którym adres witryny dodaje się do tych wszystkich dziwnych stron, ja konfiguruję program, który doda stronę do ogólnodostępnych katalogów stron.

Programy zaczynają pracę, a ja zamawiam teksty, które będę wykorzystywał przy promocji mojej nowej strony.

Czas pracy: 1,5h
Koszt: amortyzacja oprogramowania i abonament za serwer na którym jest ono uruchomione kosztuje mnie ok. 50 złotych miesięcznie, więc w skali jednej strony koszt jest marginalny.

Dzień 6 – przyśpiesz pozycjonowanie

Wczoraj były trzy pierwsze wejścia z Google, więc wszystko poszło zgodnie z planem i Google dodało moją stronę do swojej bazy.

Wstawiam linki do nowej strony we własnych witrynach. Na razie idą linki w stopkach, w bocznych menu itp. Na strony, które w ciągu ostatniego roku były odwiedzane tylko przez bota Google i programu sprawdzającego czy jeszcze żyją, idzie trochę zupełnie pozbawionych sensu tekstów wygenerowanych przez automat.

Linki mają różne teksty (anchor text) i kierują zarówno do podstron, jak i do strony głównej.

Czas pracy: 0,5h
Koszt: zero, bo strony są moje a koszt ich utrzymania policzę później (normalnie kilkadziesiąt złotych)

Dzień 10 – linkuj wszystkim co masz

Na stronie jest ok. 10 wejść dziennie na jakieś dziwne frazy typu „wypas owiec w Bieszczadach traktor”. W międzyczasie pojawiają się też pierwsze kliknięcie w reklamę. Na swojej stronie zarabiam do teraz oszałamiające… 45 eurocentów. Jest moc! 😉

Wstawiam zamówione artykuły na inne swoje witryny jako tako powiązane tematycznie i dodaję linki do nowej strony. Zdobywam też trochę darmowych linków z komentarzy na stronach .edu, .gov i ze znanego serwisu o podobnej tematyce, który na wszystkich swoich podstronach wyświetla listę ostatnich komentarzy z linkiem do strony autora. To miłe z ich strony.

Nie przejmuję się czy linki są follow, czy dofollow ani na jakie są słowa kluczowe.

Trochę pomagam Google’owi i kieruję go na strony, na których pojawiły się bardzo istotne linki i o których koniecznie musi wiedzieć.

Czas: 2h
Koszt: 60 złotych na artykuły promujące stronę, które i tak kiedyś się zwrócą, bo wstawiam je na własne strony a obok wyświetlam reklamy. Wstawienie artykułu na stronę normalnie kosztuje 15-30 złotych.

Dzień 13 – mierz

Okazuje się, że konkurencja zgodnie z moją oceną rzeczywiście była słaba i strona pojawia się na część fraz w wynikach wyszukiwania na pozycjach z zakresu 14-50. Na wykresie pozycja w Google na jedną z fraz w zależności od czasu (podziałka jest co jeden dzień).

pozycja strony w Google na jedną z fraz

Analizuję frazy na jakie strona pojawiła się w Google sama z siebie i robię z nich jeszcze dwa artykuły.

Otrzymane w 10. dniu teksty traktuję automatem przerabiającym je na inne teksty i wrzucam na kolejne strony, które po zobaczeniu człowieka zareagowałby tak, jak Ty zachowałbyś się, gdyby na trawniku przed twoim domem pasł się tyranozaur. Parę kliknięć, 20 minut czekania na wygenerowanie i dodanie tekstów do strony i mam 400 linków w treści.

Czas pracy: 3h – mierz
Koszt: 40 złotych za utrzymanie stron. Skrypt napisałem sam, utrzymanie każdej z 400 stron to ok. złotówki rocznie, ale rozkłada się na kilka-kilkanaście takich artykułów.

Dzień 15 – mierz

Jest 100 wejść z Google w ciągu dnia! Stan konta od początku istnienia strony: 3,7 euro.

odwiedziny z Google

Na wykresie odwiedziny z Google w zależności od dnia (podziałka co jeden dzień).

Dzień 17 – wyciągnij wnioski z pomiarów 😉

Ludzie zaczynają szukać mojej głównej frazy z dopiskiem „2013”, więc zlecam jeszcze tzw. blast, czyli zdobycie kilkuset linków z różnych domen.

wyszukiwanie w google

Serio to jest takie trudne?

Poświęcony czas: 10 minut
Koszt: 50 złotych

Dzień 19 – mierz

Minęły 2 tygodnie od dodania pierwszych linków, więc Google powinno już je indeksować. Niestety nie wszystkie linki są zaindeksowane, a tym bardziej nie widać jeszcze wpływu linków dodanych 2 dni wcześniej na pozycje. Wspomagam więc indeksowanie wszystkich linków.

Poza tym udało się już wejść do TOP10 na kilka fraz, co przekłada się na 300 wejść w ciągu dnia. Po dwóch tygodniach od uruchomienia strony! Dopiero jak widzę te liczby, uzmysławiam sobie jaka jest konkurencja w finansach ;). Stan konta od początku istnienia strony: 11,84 euro.

Piszę kolejny artykuł na kolejne frazy, które pojawiły się same z siebie i aktualizuję już opublikowane teksty aby pojawiła się w nich fraza „2013”.

Poświęcony czas: 1h
Koszt: ok. złotówki na zaindeksowanie linków, 2 złote na monitorowanie fraz przez miesiąc.

Dzień 23 – podziękuj niemyślącej konkurencji

Przez pierwszy tydzień nowego roku zawsze jest mnóstwo zapytań z frazą „201X”, a korporacyjna konkurencja pewnie właśnie odsypia Sylwestra albo wyjada jedzenie pozostałe ze świąt i nie wpadnie na to, żeby dodać nowe artykuły. Punkt dla mnie, bo w ciągu dwóch dnia notuję 6000 odsłon strony a stan konta powiększa się o niecałe 54 euro. Dzięki!

Tip: następnym razem zaplanuj kampanię AdWords na 2 tygodnie po świętach – będzie mniej chętnych do licytacji a stawki niższe.

Minusem jest to, że reklamodawcy też jeszcze śpią, więc nie zauważyli, że pokończyły im się budżety na AdWords (albo wydali wszystko przed świętami). W związku z brakiem konkurencji stawki za kliknięcie spadają o 30%.

Poświęcony czas: zero
Koszt: zero

Dzień 31 – dodaj wpis na bloga

Strona cały czas zyskuje coraz wyższe pozycje, chociaż liczba wejść spada (ludzie przestają dodawać do wyszukiwań „2013”). W ciągu najbliższego miesiąca, maksymalnie dwóch, Google powinno już wziąć pod uwagę wszystkie linki jakie zdobyłem (a jest ich kilka tysięcy) i ustabilizować pozycje. Liczę jednak, że ruch utrzyma się na poziomie takim jak w 31. dniu albo będzie trochę większy.

W każdym razie to wszystko dzieje się samo, a ja mogę zająć się czymś innym, na przykład poświęcić 4 godziny na pochwalenie się stroną na blogu.

Poświęcony czas: 10 minut
Koszt: zero

Podsumowanie

Poświęcony czas: 16h i 20 minut
Koszt: ok. 170 złotych
Zarobek do dzisiaj: 178,43 euro

Nie jestem pozycjonerem i pewnie popełniłem masę błędów. Prawdopodobnie dałoby się zrobić to samo taniej, szybciej lub skuteczniej.

Wiele mówi mi jednak, że strategia dodaj dobre teksty, linkuj wszystkim co masz i mierz, mierz, mierz działa całkiem dobrze (o ile wyciągasz wnioski z pomiarów), a jej efekty dopiero zaczynają się pojawiać.

Takie linkowanie może wydawać się ryzykowne, ale przypominam, że była to tylko testowa strona – jej najważniejszym celem było sprawdzenie czy w ogóle da się dostać do TOP10, czy w tej branży są reklamodawcy i czy ludzie chętnie klikają w reklamy.

Strona zarabia 7 euro dziennie, czyli do końca roku powinna zarobić spokojnie 1000 euro bez jakiegoś specjalnego poświęcania jej uwagi (Google będzie jeszcze przez jakiś czas dostawało linki, więc będzie przyrost). Zakładam, że poświęcę jeszcze 4h do końca roku na zajęcie się tą stroną, co daje ok. 50 euro za godzinę.

Taaaak, branża zapowiada się nieźle.

Update: Dzień 60 – dokup mocniejszy serwer

Tak jak chcieliście, zamieszczam wyniki testu po kolejnym miesiącu. Strona osiągnęła w miarę stabilne pozycje w Google: z 12 słów kluczowych na które była linkowana, na 6 jest w TOP3, reszta fraz jest w zakresie 5-20 pozycji, a 2 nawet nie weszły do TOP100, chociaż wcale nie były najsłabiej linkowane, a artykuły pisane pod te frazy nie odbiegały jakością od innych. Dlaczego tak się stało? Nie mam pojęcia.

Nic nie wskazuje na to, żeby strona miała spaść w wynikach wyszukiwania i uważam jej pozycje za stabilne. Na wszelki wypadek dodałem jednak jeszcze trochę linków i dodatkowo wzmocniłem wszystkie strony z których prowadzą odnośniki do mojej witryny, co kosztowało mnie ok. 120 złotych (ciężko ocenić dokładnie, bo część to abonament za narzędzie, które wykorzystuję do wielu projektów). Na najbliższe miesiące to wszystko co mam zamiar robić ze stroną.

W związku ze wzrostem pozycji ruch na stronie wzrósł do tego stopnia, że musiałem pożegnać się z tanim hostingiem za 50 złotych rocznie i przenieść na VPS-a. Zakładane przychody (7 euro) są obecnie dolną granicą dziennych zarobków.

Subscribe to our mailing list

* indicates required

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *