5 cech dyskryminujących etatowców – które dotyczą Ciebie?

etat to dyskryminacja pracowników

Nie możesz znaleźć pracy na etacie? Czytaj to koniecznie, bo być może na własne życzenie dyskryminujesz się w oczach potencjalnego pracodawcy.

, foto: © konradbak fotolia

1. Jesteś z automatu droższy

Wiesz jakie są dwie najmniej istotne cechy czegoś co chcesz sprzedać? Pierwszy to cena, druga to produkt.

>>> Jeśli jeszcze nie wiesz, że twoja praca to produkt identyczny jak jabłka, przeczytaj ten wpis, który polubiło już 160 osób.

Tak jest przynajmniej do pewnego momentu, a mianowicie do tego, w którym do swojej pensji dodasz podatki.

Chcesz dostawać 5000 na rękę. Na etacie dojdą do tego Różnego Typu Fundusze Przymusowej Rezerwy Podatków Od Pracy, których istnienia nie jesteś świadom. Dodatkowe obciążenia pracodawcy wyniosą 3531 złotych i idą m.in. na przerwy na papierosa urzędników.

A teraz mówisz pracodawcy, że wolisz rozliczyć się na fakturę. Zakładasz firmę tylko po to, żeby pracować dla tej jednej osoby. Chcesz dostawać 5000 na rękę. Wystawiasz więc fakturę na 6000 złotych (1000 ZUS-u) netto + VAT wynoszący ileśtam. Dla pracodawcy to koszt 6000 złotych, bo VAT i tak przerzuci na konsumentów. W dodatku Ty z tego VAT-u sfinansujesz sobie telefon, laptopa i inne zabawki. W praktyce będziesz mieć 30% zniżkę na ważniejsze wydatki.

Może i cena jest najmniej istotna, ale przepłacanie o 2500 złotych to już spora różnica, co? Nie dziw się więc, że ktoś z działalnością gospodarczą może zaoferować duuużo niższą kwotę niż Ty.

2. Jesteś ryzykownym partnerem

Druga sprawa: czy w ogóle dostaniesz pracę? Może to co teraz napiszę będzie niepopularne, ale zapewniam, że tak jak ja myśli zdecydowana większość małych firm.

Od wprowadzenie urlopu tacierzyńskiego dotyczy to również mężczyzn, chociaż kodeks pracy mówi wyraźnie o pracownicach

Prowadzisz małą firmę i zatrudniasz powiedzmy 2 osoby, które mają już tyle pracy, że nie wyrabiacie się nawet pracując po 10 godzin dziennie. Chcesz zatrudnić trzeciego pracownika, a idealną kandydatką wydaje się 27-letnia absolwentka renomowanej uczelni z czteroletnim stażem w branży.

Podpisujecie umowę o pracę, a dzień później twoja nowa pracownica bierze L4. Zostaje na nim już do urlopu macierzyńskiego. Jako pracodawca musisz za nią opłacać składki, a w dodatku musisz poszukać kolejnej osoby (za którą też będziesz płacić). Kiedy pracownica wróci z urlopu należy jej się równorzędne stanowisko jak przed urlopem, jak mówi kodeks pracy [PDF].

W korporacji z 1000 pracowników na pewno coś się znajdzie, ale w trzyosobowej firmie? Masz poważny problem, zwłaszcza jeśli akurat jest kryzys. Absolutnie nie masz też ochoty włóczyć się po sądach udowadniając, że nie możesz przyjąć tej osoby z powrotem, bo z powodu kryzysu nie masz za co.

Z tego powodu poważnie zastanowisz się czy zaryzykować zatrudnienie kogoś, kto może zaraz uciec na urlop macierzyński/ojcowski. Może jednak lepiej trochę dopłacić i zlecić to zadanie innej firmie? A może przyjąć tę osobę o nieco gorszych kwalifikacjach, ale z własna działalnością gospodarczą, która jeśli nie chce Cię wykorzystać bez problemu zgodzi się na wystawianie faktur co miesiąc i sama opłaci sobie składki?

W korporacjach tego problemu nie ma, ale jednak wybierając etat na własne życzenie ograniczasz swoje szanse na rozmowach o pracę w małych firmach, które stanowią znaczną część rynku.

Przykro mi, ale tak jest.

3. Twoje doświadczenie jest niemile widziane

Co powiesz o osobie, która w ciągu ostatnich pięciu lat pracowała dla 20 firm? Jeśli to etatowiec, staje się podejrzany. Dlaczego po trzech miesiącach żegnał się z każdą spółką? Co jest z nim nie tak? Czy w ogóle zapraszać go na rozmowę?

Tymczasem osoba od paru lat działająca na własny rachunek, która ma w portfolio klientów z 20 spółek akcyjnych – w dużej części międzynarodowych – jest już widziana w lepszym świetle.

4. Jesteś karany za to, że więcej zarabiasz…

To mój ulubiony absurd etatu. Solidnie pracujesz i dostajesz podwyżkę. Razem z podwyżką wzrastają twoje składki na ZUS i resztę – o 73 złote za każde 100 złotych podwyżki.

Myślisz, że dzięki temu, że więcej płacisz, w szpitalu dostaniesz pokój z lepszym widokiem? A może emeryci przepuszczą Cię w kolejce do lekarza? Nie, absolutnie nie.

Powiem więcej: nawet nie wiesz gdzie jest twój publiczny dentysta, bo nie chce Ci się czekać do października 2039 roku na twoją kolejkę. Płacisz większe składki, ale nie korzystasz z publicznej służby zdrowia.

Stać Cię też na rukolę zamiast frytek z Biedronki po 8 złotych za 2,5 kg i na squasha zastępującego Jak oni śpiewają z gwiazdami na lodzie. Państwo kara Cię za to, że więcej zarabiasz, lepiej się odżywiasz i dbasz o zdrowie. Tymczasem powinno być odwrotnie!

Kto prędzej wyląduje w szpitalu?

  1. Pan Mietek, pomocnik spawacza z Katowic gustujący w kiełbaskach, piwie i Eurosporcie
  2. Pani Agatka z Sopotu, specjalistka od HR-u w korporacji, preferująca sałatki i jogę?

Przecież Ubezpieczenie Społeczne, to – uwaga, uwaga – ubezpieczenie, a osoby o większym ryzyku skorzystania z niego powinny płacić większe składki.

5. I za to, że więcej wydajesz

Mało tego. Jesteś karany również za to, że wydajesz pieniądze. Za każdym razem kiedy inwestujesz w coś jako przedsiębiorca (np. książki branżowe, nową komórkę, samochód), możesz wrzucić to sobie w koszty. W praktyce oznacza to 30% promocję na wydatki firmowe, bo twoje podatki spadają z każdym wydatkiem. Im więcej wydajesz jako przedsiębiorca, tym mniejsze podatki płacisz.

Na etacie jest dokładnie odwrotnie: nie możesz zamortyzować sobie samochodu, którym dojeżdżasz do pracy ani laptopa. Im więcej wydajesz, tym większe podatek płacisz. To chore.

Subscribe to our mailing list

* indicates required

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *