Czy Urzędy Pracy są nagradzane za brak pracy?

Czy Urzędy Pracy są nagradzane za brak pracy?

Gdybyś miał kogoś zatrudnić, to płaciłbyś mu za to co zrobił, czy za to, co pozostało mu do zrobienia? Zaraz przekonasz się, że to podchwytliwe pytanie.

Tekst: , foto: Chris Willis

Daleko stąd, za siedmioma górami i siedmioma rzekami, aż za Łomżą, żył sobie król. Król postanowił wybudować w swoim królestwie kolej żelazną. Zatrudnił więc wielu panów Mietków kładących tory. Król chciał, aby każdy mieszkaniec jego królestwa miał dostęp do kolei.

Król miał jednak trochę nie po kolei w głowie i postanowił osiągnąć cel hojnie płacąc panom Mietkom. Za każdy kilometr torów, który trzeba wybudować, będziecie dostawali worek złota rocznie – orzekł, a panowie Mietkowie rzucili się do pracy przy układaniu torów.

Szybko doszli jednak do wniosku, że nie opłaca im się budować torów: przecież im więcej pozostało ich do wybudowania, tym więcej złota dostaną! Paru sprytnych panów Mietków wpadło nawet na pomysł, żeby rozebrać tory, które pochopnie położyli, aby zarobić więcej. Niestety jeden akurat jadł kanapkę, drugi musiał opierać się o koparkę, a trzeciemu wypadła przerwa, więc na rozmyślaniach się skończyło.

Dlaczego to nie ma szans działać?

Wypłata nie miała żadnego związku z jakością położonych torów albo długością trakcji – wynikała wyłącznie z pracy pozostałej do wykonania. Panowie Mietkowie ani trochę nie posuwali się z budową, a król zmuszony był im płacić, chociaż efektów nie było żadnych.

Pomysł z płaceniem za pracę, która pozostała do wykonania, a nie za pracę już wykonaną wydaje Ci się pewnie wyssany z palca, prawda? Ale dokładnie tak jest Państwowych Urzędach Pracy, zwanych dalej pupami.

Za co płacą pupom?

Placówkom należy przestać płacić za liczbę bezrobotnych na ich terenie i uzależnić finansowanie od liczby bezrobotnych, którym taka agencja znalazła trwałe zatrudnieniestwierdził parę dni temu Jeremi Mordasewicz z KPP Lewiatan.

Co?! Jeszcze raz przeczytałem to zdanie (dla pewności głośno i wyraźnie, a potem wspak) ale i tak byłem zaskoczony się co najmniej tak, jakbym zobaczył dzika niosącego stolik na głowie.

Przecież to sytuacja identyczna jak w absurdalnej bajce o królu-idiocie! Urzędy Pracy dostają tym więcej pieniędzy, im więcej mają bezrobotnych na Swoich terenach.

Dlaczego to nie ma prawa działać?

Płynie z tego prosty wniosek: jeśli urzędnik chce obracać większą kasą i mieć większą władzę (a który nie chce?), musi działać tak, żeby bezrobotnych było jeszcze więcej. Nazwa Urząd pracy brzmi więc jak kiepski żart. To tak, jakby dajmy na to zakład ubezpieczeń zajmował się ściąganiem podatku na finansowanie pup. Oh, wait…

Czy naprawdę Urzędy pracy są nagradzane za brak pracy?

Musiałem sprawdzić czy pan Mordasewicz przypadkiem nie plecie bzdur. Po paru godzinach przeglądania ustaw i rządowych dokumentów opisujących finansowanie Powiatowych Urzędów Pracy doszedłem, do wniosku, że absolutnie nic z nich nie wynika, a regulacje są rozproszone w miliardzie różnych dokumentów, zmienianych po 50 razy. Jedyny sensowny dokument jaki znalazłem opisuje co wpływa na kasę jaką dostają pupy w zachodniopomorskim:

  • stopa bezrobocia w powiecie
  • udział bezrobotnych mających do 25 lat
  • udział bezrobotnych mających ponad 45 lat
  • udział bezrobotnych kobiet
  • udział bezrobotnych ze wsi
  • udział długotrwale bezrobotnych
  • iloraz bezrobotnych, którzy podjęli pracę do wyrejestrowanych bezrobotnych
  • skuteczność wydawania środków z UE i z Funduszu Pracy (WTF?!)

Wygląda na to, że wszystko się zgadza: im więcej długotrwale bezrobotnych kobiet ze wsi jest w danym powiecie, tym więcej kasy dostanie PUP. Może podbić sobie punkty wydając wszystko co ma albo wyrejestrowując bezrobotnych. Nie ma tam ani słowa o skuteczności urzędu! Ale może tak jest tylko w Szczecinie i okolicach?

Postanowiłem zapytać kilka PUP-ów według jakiego klucza przydzielana im jest kasa. Żaden nie mógł, nie potrafił albo nie chciał odpowiedzieć.

Co na to statystyka?

Zrobiłem więc dwa porównania. Pierwsze przedstawia kwotę otrzymaną [PDF] przez urzędy pracy w zależności od liczby bezrobotnych w województwach [ZIP].

Kwoty przyznane PUP-om w zależności od liczby bezrobotnych według województwa

Rys. 1. Kwoty przyznane PUP-om w zależności od liczby bezrobotnych według województwa.

Każda kropka oznacza jedno województwo. Jak widać, są to wartości dość mocno skorelowane: współczynnik korelacji wynosi 0,74 (1 oznacza całkowitą współzależność zmiennych). Jeszcze większy byłby, gdybyśmy wzięli pod uwagę procent bezrobotnych w województwie i wydane przez PUP pieniądze (nie przyznane, ale wydane) – aż 0,82.

Im współczynnik korelacji bliższy zera, tym mniejszy wpływ na siebie mają dwie zmienne. Współczynnik korelacji między wiekiem żółwi na Hawajach a liczbą bezrobotnych w powiatach wynosi 0.
Gdyby urzędy dostawały np. 5000 złotych rocznie od każdego bezrobotnego, współczynnik korelacji wyniósłby 1 – znaczyłoby to, że liczba bezrobotnych i pieniądze otrzymywane przez pupy są wprost zależne. Ponadto minusem oznacza się, że wzrostowi jednej wartości towarzyszy spadek drugiej.

Jako ciekawostki można dodać, że na bezrobotnego przeznacza się średnio 537 złotych rocznie. Najmniej w podkarpackim (278 złotych), najwięcej w Opolskim – 1172. Ponadto pupy wydały 98% dostępnych pieniędzy, a w dolnośląskim aż 99,3%. Fascynująca dokładność osoby, która tak dokładnie przydzielała pieniądze! To ciekawostki, bo zaraz przekonasz się, ze wydawane pieniądze nie mają żadnego związku ze skutecznością pup.

Przyznana kasa nie ma związku z tempem wzrostu bezrobocia

Drugi wykres przedstawia kasę wpakowaną w pupy w zależności od wzrostu bezrobocia. Jeśli myślisz logicznie, pewnie wydaje Ci się, że im więcej pieniędzy dostał pup, tym mniejszy powinien być wzrost bezrobocia. Tymczasem współczynnik korelacji wynosi -0,16. Nie ma prawie żadnej zależności między przyznanymi pieniędzmi a tempem wzrostu bezrobocia.

Kwoty przyznane PUP-om w zależności od wzrostu bezrobocia według województwa

Rys. 2. Kwoty przyznane PUP-om w zależności od wzrostu bezrobocia według województwa.

Oczywiście powinienem zrobić te zestawienia dla powiatów, a nie województw, ale urzędnicy postanowili wypisywać nazwy powiatów w losowej kolejności, w dodatku każdy przeprowadzał własne losowanie i zapisał dane wbrew jakimkolwiek standardom, więc dokumentów nie da się w żaden sensowny sposób porównać.

W każdym razie statystyka twardo pokazuje, że pupom płacimy (tak, tak – my za to płacimy) za liczbę bezrobotnych na ich terenie, nie za zmianę bezrobocia.

Co na to urzędnicy?

Ostatnio pisałem, że dla urzędników wszystko co robią prowadzi do zbawienia świata. Ci tutaj zauważyli, że coś jest nie tak w systemie, w którym kasę dostaje się za rozmiar problemu, a nie za jego rozwiązanie i z którego korzysta tylko od 5 do 10% firm. I zaproponowali zatrudnienie kolejnych urzędników.

Powiem wam coś, panie Mariole. Mam lepszą propozycję na znalezienie pracy dla bezrobotnych. Podobno likwidacja jednego etatu urzędniczego generuje dwa miejsca pracy

Subscribe to our mailing list

* indicates required

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *